Mróz dało się jakoś przeżyć, deszcz też, ale błoto dało mi się we znaki, bo brudne suknie i giezło męczyły mnie. Winszuję partnerom w tańcu, że nie zauważyli tych mankamentów, bo przez 2h tańczyłam z nimi mediewalne kawałki i uśmiechałam się do sierpa księżyca. A potem pokaz fireshow i biesiada. Nie potrafię opisać łąki i jeziora w nocy bo mgła i lód dały piękno, które tylko odtworzy poeta...
Poza tym wyniosłam nauki- tym razem kolejne pismo średniowieczne- bo ja lubię pisać tak jak średniowieczni mnisi. Daje mi pewną władzę- bo moje zapiski zostaną, jak kiedyś mnie nie będzie
A szycie mam we krwi bo nawet przy ogniu musiałam coś robić.
Ale wiem jedno że ekstremalne życie na krawędzi z włączeniem podstawowego instynktu ochrony życia działa u każdego- każdy ustawia swoje priorytety i najsłabsi uciekają w 21 wiek:)
Dorzucę jeszcze zimowy wieczór z jeziora- niezapomniany widok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.